Wciąż Bóg pokazuję mi, że najlepiej człowiek uczy się na błędach. Kiedyś miałam zupełnie inne podejście do błędów i upadków. Uważałam je tylko jako porażkę.

Jak się okazuję bez porażek nie jesteśmy w stanie wybrać tego, co dobre i już przy tym pozostać.

Moja ostatnia lekcja mądrości była podczas remontu, który robiliśmy w domu. Po raz kolejny przekonałam się jakie są moje wady i jakie popełniam jeszcze błędy. Ja zawsze chcę zrobić wszystko szybko i sama. Uważam, że sama robię wszystko najlepiej i najdokładniej. Jak się jednak okazało nie jest to prawda i taka postawa przysparza mi wiele stresu. Przez to, że uważam, że wszystko robię najlepiej nie pozwalam innym nic zrobić. Biorę się nawet za roboty, które są zwyczajnie za ciężkie dla kobiety. Jestem później przemęczona, zła na wszystkich, którzy nic nie zrobili i maksymalnie zestresowana i mam dość wszystkiego.

W dodatku chęc wszystko zrobić w szybkim tempie, co jest z fizycznego i czasowego punktu widzenia nie do zrobienia. Wprowadzam nerwową i stresującą atmosferę na wszystkich członków rodziny ciągle marudząc i narzekając jak to mam już dość i jak jestem przemęczona. Nawet spotkałam się z komentarzami innych ludzi, którzy mówili mi nie raz jaka to ja energiczna nie jestem. I zanim nie poznałam Boga to nawet uważałam to za komplement. Myślałam sobie wtedy, że jestem nadzwyczajnie uzdolniona.

Kiedy szukałam pracy w Anglii to zawsze stawiałam w swoim CV, i w rozmowie kwalifikacyjnej duży nacisk na multitasking. Po Polsku to jest właśnie wielozadaniowość. Uważałam przez lata, że jest to taka zaleta, którą będzie podobała się pracodawcy. Okazało się jednak, że w okresie, w którym zwracałam uwagę na tą moją „zaletę” miałam problem ze znalezieniem pracy. Dowiedziałam się w końcu, że niestety co lepsi pracodawcy wiedzą, że jak ktoś jest od wszystkiego to jest do niczego. Kiedy się o tym dowiedziałam to się z tym nie zgadzałam. Mój remont mi w końcu jednak to pokazał.

Chciałam zrobić sama wszystkie rzeczy nawet te, które mój mąż tylko mógł zrobić. Zrobiłam więc je źle i później musieliśmy robić to samo jeszcze raz. To było bardzo denerwujące. Musiałam przyznać, że pewne zajęcia są zarezerwowane tylko dla mężczyzn nie ważne jak bardzo kobieta chce je wykonać. Jesteśmy delikatniejsze, słabsze i nie zrobimy wszystkiego co może zrobić mężczyzna. Kobieta nie udźwignie tyle co mężczyzna i nie wykona pewnych prac, które wykona mężczyzna. To fakt, a z faktami nie powinno się dyskutować. Nie obrażając nikogo w normalnych warunkach mężczyźni są silniejsi, a kobiety słabsze fizycznie i to normalne. Dlatego delikatna kobieta nie powinna brać się za prace, które może wykonać tylko silny mężczyzna. Tak Bóg nas stworzył i to jest ok.

Nie wzięłam jednak sama tej kwestii pod uwagę rzucając się na remont i upierając się, że mogę zrobić wszystko sama. Nie pozwalałam innym sobie pomóc na tyle, abym nie byłam później przemęczona fizycznie i psychicznie do granic możliwości. Wiem jednak, że wiele kobiet ma z tym problem. Bierze na swoje barki wszystkie zadania nawet te, które są dla nas po prostu za ciężkie. Kończy się to jednak nie najlepiej, bo naszym nadszarpniętym zdrowiem. Czy to kontuzjami czy ekstremalnym przemęczeniem czy nawet depresją?

Tydzień musiałam dochodzić do siebie. Przez ten tydzień więc zaniedbałam swoje normalne obowiązki i nie miałam ochoty dosłownie na nic, chciałam tylko odpoczywać. A mogłam przecież nie gonić tak i zrobić wszystko powoli, i nie tracić kolejnego tygodnia swojego życia na dochodzenie do siebie. Ponadto poczułam po tej całej harówce na spidzie, że nie jestem wcale z siebie zadowolona. Byłam bardziej zawiedziona, że kolejny raz zrobiłam wszystko na hura angażując w to całą rodzinę.

Czy faktycznie dobrze jest, kiedy nasze życie tak wygląda? Ciągle biegniemy, ciągle w pospiechu, ciągle w nerwach. Kto nas goni? Kto nam narzuca tempo, kto nas pośpiesza. Niestety sami jesteśmy dla siebie tymi tyranami. Sami się poganiamy i strofujemy jak nie wykonamy tego, co sobie założyliśmy. Cele i marzenia są ważne, ale muszą one być realne. Jeśli narzucimy sobie zbyt duże tempo to się wypalimy. Musimy nie tylko dbać o to, co przed naszymi oczami, ale też o to, co w naszej głowie. Tylko opanowanie i spokój, i rozsądek mogą dać nam zadowolenie, poczucie spełnienia i prawdziwą radość.

Jezus wskazał na ten problem w swojej rozmowie z kobietami. Myślę, że wnikliwe przeanalizowanie tego fragmentu wskaże nam właściwe podejście do obowiązków. Bóg dba o nas zawsze, nawet w takich aspektach pokazuje nam właściwą drogę.

A gdy szli, wstąpił do pewnej wioski; a pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła go do domu.
Ta miała siostrę, a na imię jej było Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała jego słowa.
Marta zaś krzątała się koło różnej posługi; a przystąpiwszy, rzekła: Panie, czy nie dbasz o to, że siostra moja pozostawiła mnie samą, abym pełniła posługi? Powiedz jej więc, aby mi pomogła.
A odpowiadając rzekł do niej Pan: Marto, Marto, troszczysz się i kłopoczesz o wiele rzeczy;
Niewiele zaś potrzeba, bo tylko jednego; Maria bowiem dobrą cząstkę wybrała, która nie będzie jej odjęta.

Biblia Warszawska Łuk 10,38-42