Słyszałeś pewnie nie raz to powiedzenie, że jak sobie pościelisz tak się wyśpisz. Myślę jednak, że, mimo że każdy zna to powiedzenie bardzo dobrze, to nie każdy się nad nim tak naprawdę zastanawia. Nie zawsze, a nawet szczerze mówiąc rzadko uważamy, że nasze własne działania kształtują nasze własne życie.

Najczęściej wydaje nam się, że jeśli coś się nam nie układa to wina innych. Lista tych winnych jest długa. Zaczynamy od rodziców, a kończymy na dzieciach po drodze oczywiście winimy partnerów, małżonków, przyjaciół, nauczycieli, system, prawo, kościół itd. Na tej liście nie ma oczywiście NAS, bo przecież gdyby inni tak źle się nie zachowywali to my bylibyśmy inni.

Ja sama też tak właśnie myślałam. Uważałam, że inni mnie zepsuli. I trudno się z tym czasami nie zgodzić. W wielu sytuacjach naprawdę żyjemy w nieodpowiedni sposób, bo napatrzyliśmy latami na destruktywne zachowania. Nasza krzywda ciągnie się za nami często wieloma latami i niestety sprawia, że powielamy te same nam znane schematy nawet jeśli ich tak naprawdę nie akceptujemy.

Ostatnio słyszałam o znajomym, który zapił się na śmierć po 30tce, mimo że trafił z powodu uzależnienia od alkoholu swoich rodziców do domu dziecka. Pił od najmłodszych lat więc jakby nie powiązał swojej życiowej tragicznej sytuacji z piciem. Nie można przecież powiedzieć, że cieszył się, że był w domu dziecka. Nie znam bowiem dziecka, które byłoby z tego powodu było szczęśliwe. Dlaczego przegrał swoje życie? Dlaczego nie pomyślał? Dlaczego nie chciał żyć lepiej? Dlaczego wybrał taką drogę?

Oczywiste jest to, że cierpiał, bo pił. Pobyt w domu dziecka był dla niego trudny, bo marzył o powrocie do domu. Nawet jeśli w tym domu był tylko alkohol. Miał więc marzenia, ale nie potrafił albo nie chciał ich zrealizować tak jakby należało. Historia ta jest bardzo smutna, bo skończyła się tragicznie jednak wiele razy w naszym życiu jest bardzo podobnie.

Może nie zapijemy się na śmierć, ale mamy wiele problemów, które należałoby rozwiązać, ale najpierw należałoby je dostrzec. Ja od trzech lat rozkładam swoje życie na czynniki pierwsze i zmieniam je. Bo nie chcę już tkwić w sytuacjach, które ciągnęły mnie w dół. Zbyt wiele lat straciłam schodząc tylko w dół. Obudziłam się z letargu, w którym wielu ludzie niestety nadal tkwi.

Spójrzmy prawdzie w oczy! Nikt za nas nie pościeli naszego łóżka więc nikt też nie będzie za nas żył. I chyba nawet byśmy tego nie chcieli. Nie tylko powinniśmy, ale możemy zawalczyć o siebie. Jedno mamy życie i możemy je albo zmarnować, albo dobrze przeżyć. Nawet jeśli do naszej pełnoletności nie było za kolorowo to postarajmy się w końcu, aby od tej 18-tki w końcu było już tylko lepiej.

Jesteśmy warci tego, możemy i powinniśmy to zrobić. Cóż bowiem jest bardziej ważne niż nasze własne życie i szczęście. Nie pozwólmy nikomu tego nam odebrać i nie zaniedbujmy już dłużej siebie. Pamiętajmy też, że Bogu zależy na tym, aby nasze życie w końcu było udane. Biblia w wielu miejscach mówi o miłości Boga do nas. Chciejmy więc to miłość mieć także w końcu sami do siebie.

Naprawimy siebie to naprawiają się nasze relacje z najbliższymi. Zmienimy myślenie to zmieni się nasze całe życie. Skoro inni mogą być szczęśliwi to dlaczego nie my. Inni mają lepsze życie nie dlatego, że są lepsi, ale, dlatego że bardziej od nas chcieli i coś z tym w końcu zrobili.

Od dzisiaj więc nie masz już wymówki i nie zwalaj winy na nikogo innego, ale walcz, walcz i jeszcze raz walcz ze wszystkim co Cię niszczy. Nie chciejmy być przegranymi, ale chciejmy być tymi co wygrywają. Gra się toczy przecież o nasze życie postarajmy się więc z całych sił, bo stawką jest wysoka.

Wszelką troskę swoją złóżcie na niego, gdyż On ma o was staranie.
Biblia Warszawska I Piotr 5:7

„Albowiem ja wiem, jakie myśli mam o was – mówi Pan – myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją.” (Księga Jeremiasza 29;11)

„Czy nie przykazałem ci: Bądź mocny i mężny? Nie bój się i nie lękaj się, bo Pan, Bóg twój, będzie z tobą wszędzie, dokądkolwiek pójdziesz.” (Księga Jozuego 1;9)