Zostaliśmy dziadkami. To, co Bóg zrobił dla nas w ostatnich dniach jest niesamowite. Termin porodu oryginalnie był na 10 tego lutego jednak niestety lekarze stwierdzili, że będą wywoływać poród 5 tego jeśli do tego czasu akcja porodowa się nie rozpocznie. Bardzo nam zależało na tym, aby jednak było to naturalnie. Wszyscy się modlili gorąco o to. Nie tylko my chcieliśmy, aby to było naturalnie, ale byliśmy przekonani, że jest to też wola Boża. Człowiek wprawdzie dysponuje dzisiaj wieloma możliwościami powiedzmy ułatwiającymi życia, ale my uważamy, że co naturalnie to najlepiej. Siedzieliśmy, więc wszyscy jak na szpilkach, bo ekscytacja rozsła z godziny na godzinę, ale w głębi serca wiedzieliśmy, że wszystko będzie dobrze. Wierzyliśmy po prostu.

O 11.30 moja córka była już w szpitalu, bo niestety do 5 tego nic się za bardzo nie zaczęło dziać. Jednak jak się okazało nie mieli wolnego łóżka, więc musieli czekać, a jak długo to mówili, że nie wiedzą, bo mają pilne i skomplikowanie porody teraz. Za niedługo jednak same odeszły mojej córce wody i zaczęły się skorćże co 10 min dość regularnie pod wieczór jednak ustały. Do następnego dnia do 16 tej miała czas, aby zacząć rodzić naturalnie jeśli nie to już miała iść pod kroplówkę. Mimo że wierzyliśmy, że wszystko będzie dobrze to oczywiście zły działał i próbował nas zdołować abyśmy zaczęli mieć pretensje do Boga. Nawet w mojej głowie pojawiły się takie myśli, że jak to Boże nie możesz zrobić dla nas takiej dobrej rzeczy przecież Ty wszystko możesz.

Odrzuciłam te myśli od razu jednak, bo już nie raz widziałam jak Bóg działał w moim życiu, mimo że mi wydawało się, że nic nie robi. Postanowiłam, więc, że bez względu na to, co się będzie działo będę polegała na Bogu, bo on zawsze wie lepiej i nigdy nas nie zawodzi. Jechałam już po 16 tej do szpitala i podczas drogi miałam tę walkę w sobie, ale wygrałam ja. Jak się okazało o 15.50 zaczęły się nagle konkretne bóle i od razu przewozili moją córkę na porodówkę. Jak dojechałam byłam zszokowana, ale pozytywnie. Od tamtego momentu wiedziałam już ze Bóg cały ten poród poprowadzi. Radość z jednej strony była ogromna z drugiej strony poród rozpoczął się pełną parą.

Przed nami było jeszcze wiele cudownych niespodzianek, o których nie wiedzieliśmy. Sytuacja trzymała nas w napięciu. A Bóg za każdym razem działał, ale trochę jakby w ostatniej chwili. Wiedziałam, że jest to próba dla nas, ale nie zwątpiliśmy. Po ponad dwóch godzinach bóli partych kanczył się czas na parcie. Dłuższe parcie było po prostu już niebezpieczne dla mamy i dziecka. Przyszedł lekarz i omawiał ewentualne rozwiązania jeżeli się nie uda. Zostały już minuty, a nawet już było za chwilę po czasie i wtedy nagle udało się nasza śliczna wnuczka przyszła na świat cała i zdrowa. To jednak nie był koniec naszych przygód. Teraz lekarze zaczęli bowiem czepiać się zdrowa malej. Mimo że my wiedzieliśmy, że wszystko jest ok oni rozpoczęli wykonywać testy za testami, bo ciągle coś im się nie podobało.

My jednak po tych wszystkich błogosławieństwach od Boga byliśmy już tak zbudowani i pewni, że wszystko będzie ok, że już tylko powtarzaliśmy, że mała zda każdy test i tak się stało. Trzymali ich dłużej w szpitalu w sumie przez przyczyny, ale w końcu się poddali widząc, że każdy test wychodzi na 100% pozytywnie. Czas ten odczułam intensywnie, ale jakże szczęśliwie. Cudownie było patrzeć, na moją córcię, która też miała pokój w sercu ze wszystkim. Cudowna i troskliwa ręka Boga otuliła nas dając nam poczucia miłości, bezpieczeństwa i mocy, którą nasz wspaniały Bog ma ponad wszystko i wszystkimi. To doświadczenie jeszcze bardziej umocniło moją relację z Bogiem. Może nie mamy wszystkiego, ale mamy siebie i Boga to jak widać wszystko, co człowiek potrzebuje do pełni szczęścia. Jestem szczere poruszona tym jakim wspaniałym Ojcem jest nasz Bog.